Wykopalisko Wieleńskie – Karol Beyer 1876

W roku 1873 odkryto w Wieleniu (Filehne) skarb obejmujący do 1500 sztuk Brakteatów, prawie samych beznapisowych. Wieleń już za czasów Bolesław Krzywoustego został zamkiem opatrzony, później liczył się do Wielko-Polski, następnie W. Ks: Poznańskiego, dziś należy do Rejencyi Bydgoskiej, Obwodu Czarnkowskiego.

Gdzie, kiedy i dlaczego w takiej formie

Położenie tego miasteczka nad granicą Marchii Brandeburskiej kazało się domyślać, że skarb tam znaleziony oprócz Polskich, bardzo wiele zagranicznych pieniędzy zawierać będzie, i tak jest w istocie…
Brakteaty nasze pochodzą z drugiej połowy XIII wieku, z czasów gdy nadużycia mennicze do najwyższego dochodziły stopnia; gdy mnóstwo drobnych Xiążąt i Hrabiów, Zakonów, Biskupów i Opatów, Grodów i Miasteczek nawet, posiadało prawo bicia monety. Korzystali też z tego prawa wybijając pieniążki coraz lżejsze i z coraz gorszego kruszcu; a starając się robić jedne ile możliwości podobnemi do drugich, tak dla ułatwienia im kursu, jako też dla ukrycia się i uniknienia odpowiedzialności; żałując przy tem trudu na porządne wykonanie stępli, doszli do kształtów tak prostych i nic nie oznaczających…

Wykopaliska brakteatów zazwyczaj trafiały do tygla

… w ostatnich 40 latach XIII wieku, cała Europa zalaną była tego rodzaju „niememi” pieniążkami, które w niektórych okolicach były, jak się z wykopalisk przekonywamy, jedyną obiegową monetą. – Nieme te pieniążki choć się i gdzie znalazły, tak przez lubowników jako i autorów niezmiernie zimno bywały traktowane i najczęściej wędrowały do złotniczego tygla…

Znaleziska trzeba dokumentować

… natrafiwszy szczęśliwie na skarb, półtora tysiąca sztuk w trzystu odmianach zawierający… przystępujemy ze świeżej pamięci do jego ogłoszenia. – Jesteśmy bowiem zdania, iż każde wykopalisko średnio-wiecznych monet powinno być natychmiast po wykryciu szczegółowo opisane i ogłoszone…

Kto ma to robić

Powinni się tem zająć ci Numizmatycy, którym los szczęśliwy dał właśnie skarb w rękę… prosimy tylko o jak najwięcej faktów, w przekonaniu; iż kilka sumiennych opisów wykopalisk, gromadząc i grupując najdrobniejsze ciekawe szczegóły; więcej pożytku Numizmatyce naszej przyniosą, niż setki najśmielszych a słabo popartych domysłów…

Naukowcy potrzebują czasu

Dzieła traktujące Numizmatykę z wyższego naukowego stanowiska, jak „Pieniądze Piastów” na przykład; potrzebują bardzo wiele czasu do krytycznego opracowania przedmiotu, a wymagając bardzo znacznych kosztów wydawniczych z natury rzeczy bardzo rzadko pojawiać się mogą…

Dać większej liczbie osób sposobność do zajęcia się badaniami

Ale wykopaliska i szczęśliwe odkrycia pojedynczych nieznanych odmian zdarzają się dosyć często; gdyby więc takowe w miarę ich ukazywania się, natychmiast ogłaszano, rozbudziło by to z pewnością drzemiąca numizmatykę naszą – Dałoby zaś sposobność większej liczbie osób do zajęcia się badaniami Numizmatyczno-Krytycznemi; tak koniecznemi do wyjaśnienia tylu ciemnych, zawiłych i wątpliwych kwestyi…

Pionierskie opracowanie Beyera

Powyższe fragmenty są cytatami z wydanego w 1876 roku opracowania znaleziska brakteatów z Wielena, autorstwa Karola Beyera.

Jest to jedna z pierwszych tego typ szczegółowych monografii. Beyer podszedł do zagadnienia bardzo metodologicznie i naukowo. Opracował  znalezisko w wielu płaszczyznach. Postarał się o jego datowanie i przyjął systematykę w oparciu o wyobrażenia przedstawione na monetach. Przy każdym typie podawał wagę z dokładnością do miligrama oraz zanotował ilość poszczególnych typów występującą w znalezisku.

Datowanie monet

Najdawniejsza Nr. 240 znaleziona, w dwóch połówkach uzupełniających się, należy do Wilbranta Arcybiskupa Magdeburskiego, r. 1235 do 1253. – Druga znaleziona w jednym tylko okazie jeszcze przed nabyciem przez nas całego skarbu przeszła była do zbioru barona Hugona Saurma wielkiego znawcy Numizmatyki Szląskiej… Monetka ta przedstawia rycerza z gałązką palmową w każdej ręce i naspiem CRO-SSE, a odnosi się… do Jana II Margr. Brand. który od 1274 do 1277 r. w zastawie trzymał Krosno…
Gdy pieniążki nasze z powodu cienkości swej i corocznego przebijania nie mogły być długo w obiegu, sądzimy iż przyjmując datę zagrzebani o lat parę po najmłodszej pewnej dacie, nie bardzo rozminiemy się z prawdą…

Uporządkowanie skarbu

Co do uporządkowani całego skarbu, zwracaliśmy tylko uwagę na przedmiot wystawiony; poczynając od martwych i najprostszych, prześliśmy następnie do bardziej złożonych a w końcu do roślin, zwierząt i ludzi…

Ilość poszczególnych typów

Uważaliśmy ilość znalezionych egzemplarzy za bardzo ważną wskazówkę, zamieszczaliśmy takową dokładnie przy każdej odmianie, liczyliśmy nawet okazy które z powodu zniszczenia, do zbiorów przydatne nie były…

Atrybucja

Z przyjemnością w tem miejscu zaznaczyć możemy, że te właśnie Typy, które najliczniej się znalazły, już przez p. Stronczyńskiego za Polskie uznane były…

Niewątpliwie Krzyżackich pieniędzy, znalazło się cokolwiek…

… innych zaś tak mało, że to właśnie dowodzi iż były obcemi na naszej ziemi…

Szląskich prawdopodobnie, znalazło się więcej ale te uważamy za Polskie tem bardziej że w Epoce zakopania naszego skarb wszystkie dzielnice Piastami obsadzone były …

O ile nam źródeł starczyło, zwracaliśmy uwagę na podobieństwo znaków na niektórych pieniążkach do herbów rodzin Polskich, pieczęci miast i t. d. …

Pokazanie wizerunków

Dodajemy 8 tablic rycin fotodrukowanych zdjętych według naszych w połowie mechanicznie wykonanych rysunków …

Sposób którego użyłem do rysowania tego rodzaju brakteatów grubej roboty, jest nowym, obmyśliłem go w roku zeszłym robiąc katalog dla hr. Zamojskiego Ordynata…

Zwykle ażeby otrzymać dokładny rysunek monety, obkładało się ja papierem i pocierało z wierzchu tylcem ołówka nieco zaokrąglonym, łyżką srebrną i t. p. – Oczywiście że wszystkie wypukłości otrzymywało się ciemne, a chcąc mieć właściwy efekt trzeba było rysunek obwieść piórem i wytrzeć ślady ołówka. – Przy brakteatach jeszcze większa zachodziła trudność, gdyż pocierać czymś twardem nie wolno boby się wygładziły, pocierało się więc palcem uczernionym co dawało bardzo niedokładne wyobrażenie.

Postępuje więc odwrotnie, przygotowuję sobie papier pokryty farbą aquarellową szarawą, zastosowaną do koloru monety, i w ten zawinąwszy, wycieram miejsca wypukłe gumka do skrobania plam atramentowych używaną, otrzymuje więc od razu światła białe a nawet rysunek cokolwiek cieniowany…

Dalsze losy monet

Unikaty poniżej opisanych brakteatów przeszły już do najbogatszego zbioru średniowiecznych Polskich pieniędzy, będącego własnością hrabiego Tomasza Zamojskiego Ordynata, te zaś które się liczniej znalazły mogą być nabyte u podpisanego.

Karol Beyer.

Słowo końcowe od autora

Mało kto będzie miał cierpliwość rozpatrywać dopiero co przez nas ukończony opis, i my sami podczas tej pracy pytaliśmy się nieraz czy to żmudne licznie, ważenie i dochodzenie próby, nauce na co się przyda ? – Rzeczywiście pożytek z opisu jednego wykopaliska będzie bardzo dobrym; ale nie są one wcale u nas rzadkością i gdybyśmy je przeglądali i opisywali tak bacznie i wielostronnie jak na to zasługują, to Historya miałaby większy niż dotąd z naszej Numizmatyki pożytek…

Autor o znaleziskach i znalazcach

Każda wyrwana ziemi garstka pieniędzy była przed wiekami wynikiem ekonomicznego stanu i stosunków spółecznych naszego kraju, a ślady takowych w sobie przechowywała. Niestety rzadko kiedy garstka taka, dostaje się nienaruszoną w umiejętne ręce. – Wiele okoliczności szkodliwie wpływa na los podobnych wykopalisk; odkrywcą bywa najczęściej mniej oświecony robotnik który czując instynktowo, że przypadkiem znaleziony przezeń „skarb” nie jest jego wyłączną własnością ukrywa się z takowym i pokątnie go pozbywa …

Ówczesny aspekt prawny

Kodex cywilny mówi dosłownie: § 716 „Własność skarbu należy do tego kto znajdzie go w swym własnym gruncie; jeżeli skarb znaleziony będzie w cudzym gruncie należy w połowie do tego kto go odkrył, a w drugiej połowie do właściciela gruntu. – Skarb jest to każda rzecz ukryta lub zakopana, której własności nikt nie może usprawiedliwić i która odkrytą została jedynie w skutek prostego trafu.”

Nie ulega wątpliwości, że gdyby tak znalazcy jako i właściciele gruntu znali dokładnie prawa obowiązujące, nie kryliby się do tyla z odkryciami swemi a nie marnując ich pokątną sprzedażą, osiągnęliby w istocie zysk daleko większy, połączony z prawdziwym pożytkiem dla nauki …

Przykładowe strony

To jest bibliofilski rarytas

Powyżej zacytowałem dość obszerne fragmenty tego wydawnictwa, a powodowała mną chęć szerszego zaprezentowania książki-broszurki, która wpierw mnie zaintrygowała, a następnie zachwyciła. W rezultacie miałem wiele radości spędzając jesienne popołudnie właśnie na przeklepywaniu z niej tekstów. 

200 egzemplarzy z roku 1876

A zaczęło się tak, że przeglądając pozyskaną w firmie biblioteczkę numizmatyczną do sprzedaży aukcyjnej – wśród wielu XIX wiecznych rarytasów – trafiłem na tę małą, niepozorną broszurkę. Od razu mnie zaintrygowała, gdyż tytuł ten już kilkakrotnie obił mi się o uszy, ale ani razu dotychczas na niego nie trafiłem. I w sumie nic dziwnego. Wystarczy spojrzeć na stronę tytułową – „Wydanie w 200 egzemplarzach z 8 tablicami fotodrukowanemi – Warszawa 1876”

Niski nakład to jednak nie wszytko. Wystarczy tylko pobieżnie przewertować kartki, aby stwierdzić, że mamy tu do czynienia z porządna i wartościową pozycją.

Na tablicach przedstawione są w sposób bardzo czytelny wizerunki 288 brakteatów. Mi w oczy rzucił się np. nr 128 – sprawdzam więc jego opis w części tekstowej:

128.
Na łuku w którym sześcio-listna róża, stoi w środku lilia po bokach dwie wieże. Pieniądz ten do największych z całego wykopaliska należy. Waga 0,405 gm., próba 14, znal. 1.

Z kolekcjonerskiego punktu widzenia nie sposób nie docenić takiej informacji, jak fakt, iż w całym znalezisku liczącym blisko 1500 sztuk, dany typ wystąpił tylko w 1 sztuce!

Zagłębiając się w cześć opisową wstępu, czy zakończenia – mimo dość licznych archaizmów słownych – czyta się je łatwo i przyjemnie. Myśli autora przechodzą płynnie z jednego zdania w drugie, a światopogląd w nich przedstawiony zadziwia swą mądrością, uniwersalności i dalekowzrocznością. Co więcej, czytając je obecnie – po prawie 140 latach od zapisania – nadal nic nie straciły na swej aktualności.

W związku z tym uznałem, iż ówczesne poglądy autora warte są obecnie zaprezentowania w internecie, tak aby dotarły do jak najszerszego grona odbiorców.

Posłuchajmy w końcu Beyera

Smutne, że problem który zdiagnozowano już w XIX wieku nie doczekał się skutecznego uregulowania do dziś, a co więcej jest obecnie jeszcze bardziej wypaczony. Chcąc chronić wszystko, tracimy wiele. W myśl ochrony zabytków i wszelkich znalezisk, w praktyce traci się te znaleziska bezpowrotnie dla nauki, tak jak pisał Beyer:

… Odkrywca … czując instynktowo, że … „skarb” nie jest jego wyłączoną własnością ukrywa się z takowym i pokątnie go pozbywa.

Pewnie można by się pokusić o psychologiczne wytłumaczenie tego aspektu. Jeśli człowiek coś znajduje, co jest stare i na pewno nie ma już pierwotnego właściciela, to się czuje szczęśliwym znalazcą i sama świadomość tego, że ktoś mu chce to szczęście odebrać wywołuje w nim sprzeciw.

Nie odbierajmy ludziom szczęścia

Wystarczy przecież dać ludziom prawo własności do pozyskanego znaleziska, po które pierwotny właściciel zgłosić się już nie może. Pewnie gdyby nie musieli oddawać, to część tych znalezisk sami by jednak oddawali dobrowolnie – z altruistycznych, wyższych pobudek i choćby dla samej satysfakcji – tak jak się słyszy, że często dzieje się w Anglii.

Jednocześnie konieczna byłaby edukacja w myśl idei „To jest Twoje znalezisko i nikt Ci go nie zbierze. Ważne jest jednak to, abyś je zgłosił i zarejestrował dając możliwość ewentualnego opracowania naukowego”. Jednocześnie można by zapisać w ustawie, że „Nie zgłoszenie i nie zarejestrowanie znaleziska jest karalne i może skutkować przepadkiem prawa własności znalazcy do znaleziska, na rzecz Skarbu Państwa”

Rejestrować można szybko i skutecznie

Żyjemy w XXI wieku. Teraz już nie trzeba stosować skomplikowanych i czasochłonnych procedur aby odnotować znalezisko. Nie trzeba wykonywać wcierek, a monet ważyć na wagach szalkowych. Można by się wręcz pokusić o odpowiednią aplikację do rejestracji znalezisk. Znalazcy o naukowym zacięciu mogli by sami je rejestrować załączając zdjęcia cyfrowe, dane metrologiczne i okoliczności znalezienia. Ci, którzy by sobie z tym nie radzili sami, przekazywali by je odpowiednim instytucjom w krótkoterminowy depozyt celem rejestracji, bądź umawiali się np. na termin celem dokonania rejestracji.

Poza tym przecież nie żyjemy już w XIX wieku, obecnie stare monety nie idą już na przetop, a na nabycie nawet zniszczonych egzemplarzy jest dużo chętnych. Znalazca rejestrując znalezisko podawał by swoje dane. Jeśli ktoś w celach naukowych chciałby zaczerpnąć jakichś dodatkowych informacji o znalezisku mógłby zawsze się z nim kontaktować. Nawet jakby już nie miał obiektów, to wiedząc, że to nic złego na pewno by przekazał informacje gdzie je sprzedał itp.

Moje marzenie

Ja cały czas mam nadzieje, że kiedyś nadejdzie u nas normalność. Że jak będę odbierał telefon w firmie i usłyszę „Podczas przekopywania ogródka znalazłem 10 groszy z 1840 roku. Ile to jest warte i czy chciałby Pan to ode mnie kupić?„, to nie będę musiał odpowiadać: „Proszę Pana, niestety nie możemy od Pana kupić tej monety, gdyż w świetle polskiego prawa – mimo, że Pan jest jej znalazcą – to nie jest Pan jednak jej właścicielem i powinien Pan ją oddać odpowiedniej instytucji

Jedno przemyślenie nt. „Wykopalisko Wieleńskie – Karol Beyer 1876”

  1. Podczas Toruńskich Warsztatów Numizmatyki Antycznej – Kraków 9 i 10 października 2015 – dwa wykłady sprowokowały żywą dyskusję.
    „Moneta jako źródło archeologiczne” – 1,5 godz. wykładu + 30 min. dyskusji (J. Rakoczy)
    Panel dyskusyjny poświęcony aspektom prawnym związanym z numizmatyką – 1,5 godz. (P. Groński)
    Nikt nie kwestionował konieczności ochrony stanowisk archeologicznych przed dewastacją/grabieżą przez „poszukiwaczy skarbów”.
    Archeolodzy biorący udział w warsztatach zwracali uwagę na zmianę nastawienia przedstawicieli wojewódzkich urzędów ochrony zabytków – po okresie, w którym łaskawszym okiem patrzono na współpracę archeologów z detektorystami przyszła zmiana. W przepisach prawa nic się nie zmieniło, a zgodę na udział poszukiwaczy z wykrywaczami uzyskać coraz trudniej.
    Pytałem o hałdy – sterty ziemi z nadkładów i wykopów. Nie bez powodu – kilka godzin wcześniej, rozmawiając z pracownikiem muzeum usłyszałem, że niedawno zaobserwowano dziwną sytuację – z wykopów, pomimo przesiewania ziemi przez sita, uzyskano pojedyncze okazy średniowiecznych plomb ołowianych. Penetracja hałd powstałych po tym przesiewie przyniosła…
    ponad setkę takich plomb.
    Dlatego zapytałem o stosunek archeologów do udostępnienia możliwości penetracji hałd detektorystom. Przecież kontekstu kulturowego nie naruszą. Nie ma takiej potrzeby, usłyszałem. Wszystko przesiewamy, w hałdach nie ma nic ciekawego.
    Kontekst – święty graal archeologów – z jednej strony, coroczne mieszanie przypowierzchniowej warstwy gleby głęboka orką – z drugiej. Lepiej, żeby monety zostały zniszczone coraz intensywniej stosowaną chemią, niż by pozwolić na mozolne wydłubywanie ich przez amatorów-pasjonatów, którzy mogli by dostarczać bezcennych informacji o zasięgu obiegu i drogach rozprzestrzeniania emisji.
    Wylewanie dzieci z kąpielą, to chyba nasza narodowa specjalność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *